Mamy piękne piątkowe południe, reggae bije z głośników, można z ręką na sercu stwierdzić że jest całkiem nieźle. Matury powoli dobiegają końca, a to znaczy że wakacje krzyczą niemal już zza rogu. Co prawda mój wynik może się niewiele różnić od zeszłorocznego (ja naprawdę nie wiem jak to się stało T_T), a to oznacza że skandynawistyka się oddala.. no cóż stało się.
Ale ja nie o maturze chciałem prawić, w TV mamy wielką burzę na temat przeogromnego grzechu “Miłościwie nam panującego Donalda Tusku”, a dokładniej wypalenia kilku skrętów. Z jednej strony wydaje mi się że niepotrzebnie o tym w ogóle wspominał bo to w końcu przodownik naszego narodu i trochę chyba nie wypada. Z drugiej zaś wujek Tusku to nadal człek (nawet jeśli miał dziadka w Wermachcie, panie Kurski). Wiec pytam się po kiego diabła ciągle wałkować ten temat, a jak nie ten to inny, traktujący o tym że zabulimy 1,5 miliona za jego wycieczkę do Peru. Jakby sie bliżej przyjrzeć tej cenie to dzieląc ją na 38 milionów ziomów to chyba nie wychodzi aż tak strasznie drogo na łepka. W gruncie rzeczy w całym tym zamieszaniu związanym z Peru najważniejsze chyba jest to żeby pokazać że nasza dyplomacja i ogół stosunków dyplomatycznych ma już za sobą mroczny okres Anny “nikt nic nie wie” Fotygi i będzie już tylko lepiej.